Razem kochali – Józefa Brodskiego

Razem kochali
usiądź na zboczu wzgórza.
Stamtąd mogli zobaczyć
kościół, ogród botaniczny, więzienie.
Stamtąd widzieli
zarośnięty staw.
Rzucanie sandałów w piasek,
usiedli razem.

Położył ręce na kolanach,
spojrzeli na chmury.
W kinie okaleczony
czekając na ciężarówkę.
Połyskiwał na zboczu brzegu
w pobliżu ceglanych krzaków.
Nad różową iglicą banku
wrona zwinięta, rozkrzyczany.

Po centrum jechały samochody
do łaźni na trzech mostach.
W kościele dzwonił dzwonek:
tam elektryk się ożenił.
A tu na wzgórzu było cicho,
wiatr je odświeżył.
Ani jednego gwizdka, nie okrzyk.
Brzęczał tylko komar.

Trawa została tam zdeptana,
gdzie zawsze siedzieli.
Wszędzie czarne plamy -
zostawili jedzenie.
Krowy zawsze są tym miejscem
wytarte językiem.
Wszyscy to wiedzieli,
ale o tym nie wiedzieli.

Niedopałki papierosów, kolec i widelec
były pokryte piaskiem.
W oddali poczerniała butelka,
rzucony palcami.
Słysząc ledwo muczenie,
zeszli w krzaki
i rozproszeni w milczeniu -
jak tam siedzieliśmy.

Oceniać:
( Brak ocen )
Podziel się z przyjaciółmi:
Michaił Lermontow